Niebo w gębie.

W ten zimny jesienny dzień miałam ochotę na gorącą pyszną zupę – rosół z warzyw. Spacerowałam po targu mijając stoiska z warzywami i nie mogłam się zdecydować które warzywa kupić, a właściwie od kogo je kupić, bo jeszcze pamiętałam piekący, niedobry smak marchewki jaką ostatnio kupiłam. Chłopak zachwalał, że zawsze od tej samej pani „bierze”, że dobra, że droższa, bo dobrze wygląda. Wyglądała dobrze, zdrowo, ale w smaku była fatalna.

Ominęłam dość szerokim łukiem stragan prowadzony przez pewną parę małżeńską sprzedającą warzywa własnej produkcji, bo od nich już nie kupuję. Byłam ich stałą klientką, kiedy zaczynali i przy tym starali się, żeby warzywa miały  jakość, dzisiaj „idą na ilość”, więc w smaku warzyw, a raczej w braku tego smaku czuje się wyjałowioną ziemię,  nawożoną głównie azotem.

Jednak znalazłam perełkę – maleńkie stoisko, raczej kącik ze stoliczkiem obłożonym w niedużych ilościach, różnymi pięknymi warzywami, a za tymże stoliczkiem ujrzałam znajomego mi pana. Tutaj niewiele się zastanawiałam, bo byłam pewna, ze te warzywa to to,  czego szukam. Niebo w gębie, zapewniał mnie właściciel dorodnych zbiorów, zero chemii, niebo w gębie………., powtórzył jeszcze wiele razy. Ta kapusta nie będzie pani śmierdzieć przy gotowaniu. Drogie to pana niebo w gębie – zauważyłam głośno, ale pomyślałam co innego: umie chłop wycenić swoją pracę i w przeciwieństwie do mnie nie ma z tym problemu. Marznie tutaj sprzedając swoją własną, ciężką, uczciwa pracę, więc uczciwa zapłata mu się należy i tyle w temacie.

Oczywiście kupiłam od pana jego nieduże(bo bez sztucznych nawozów) piękne,  pachnące warzywa. Zaufałam w tym przypadku z kilku powodów. Znam się na warzywach no  i od lat kibicuję temu „ogrodnikowi z zamiłowania” z innego powodu, chociaż  on o tym nie wie . Ten starszy już pan stanowi też „perełkę”, jako jeden z nielicznych trzeźwych alkoholików, którym się udało. Jego osoba potwierdza moją teorię, że wyjść z tego tak powszechnego nałogu udaje się tylko tym ludziom, którzy otwarcie bez ogródek, przed sobą i otoczeniem potrafią; przyznać, że mają problem, że swym nałogiem, że krzywdzili, krzywdzą…… siebie, rodzinę, przyjaciół……, umieją dostrzec, ocenić ile tracili kiedy nie trzeźwieli .

Z tego co wyliczyłam panu udaje się być trzeźwym  już ok. 20 lat. Każdą rocznicę trzeźwości   uroczyście świętuje. Na 10- tą byłam nawet zaproszona, jako osoba towarzysząca.

Hodujący warzywa z sercem pan wie, że to one dają nam życiodajną siłę. Wie, bo jego siostrzenica jest lekarzem i od wielu lat weganką, propagującą dietę wegańską. – Można żyć samymi warzywami…. – twierdzi wujek pani doktor, ale czy sam kiedyś spróbuje odrzucić krzywdę zwierząt…….?

Warzywa chrupałam na surowo i ugotowałam też pyszny warzywny rosół z udziałem kapusty( nie śmierdziała). Pokrojone: marchew, pietrucha, seler, kapusta, przypalona na ogniu cebula, gotowały się na wolniutkim ogniu z dodatkiem tłuszczu roślinnego, suszonych mielonych warzyw, ziela angielskiego…. .

Marchewka intensywna w kolorze, słodka, kapusta soczysta, smaczna, mięciutka… .

 

 

Dodaj komentarz