Czytać siebie.

Choroby, które nas dopadają  są informacją dla nas, od naszego ciała i „nie tylko……”, że coś robimy nie tak, że działamy przeciwko sobie, że musimy, a przynajmniej powinniśmy   zmienić w naszym życiu coś, co nam wyraźnie szkodzi, co nie jest dla nas korzystne. Od jakiegoś czasu tylko tak odczytuję „alarmy mojego ciała”, nawet te drobne.

Pewna praca, w którą się ostatnio „uwikłałam”, nie jest dla mnie korzystna i nie ma sensu, ale nie umiem się od niej odciąć, choć zmianę obiecuję sobie z tygodnia na tydzień. Zdarzenia z ostatniego czwartku na zbyt długiej drodze do tejże pracy, napotkany śmiertelny wypadek, utrudniony objazd z tegoż powodu, po jakichś „dziurach,  kocich łbach” gdzieś w lesie i incydent bardzo niebezpiecznego, zdawało się, że z jakiegoś powodu – celowego zajechania mi drogi, też były  dodatkowym potwierdzeniem od losu, że – to nie jest dla mnie, ale jeszcze miałam wątpliwości, czy dam radę, czy jestem gotowa na kolejną zmianę,  czy już potrafię to zrobić. Tak byłam, jestem gotowa, ale moje ciało spostrzegło moje wątpliwości, wahania i zadecydowało za mnie:   „- Właśnie się przeziębiam , a ty nigdzie nie pojedziesz.”

Choć bardzo długo „stawiałam opór najeźdźcy” w końcu zaraziłam się od moich, już  dość długo „wirusowo – zasmarkanych” wnuków. Pierwszymi objawami, w noc z soboty, na niedzielę była temperatura 38, 8 stopni C,   okropnie zatkany nos, bez możliwości nim oddychania i bąbel na ustach – bolesna opryszczka. Zbicie gorączki do normalnego stanu,  udrożnienie nosa  i zasuszenie opryszczki – do rana, przy tym, co posiadałam w domu, uważam za mały sukces „medycyny naturalnej”.

 

 

Nie za dużo spałam tej nocy, bo głównie się kurowałam. Piłam dużo wody z cytryną, mniej więcej co godzinę – dwie piłam trochę ciepłego naparu z wrotycza(działa przeciwzapalnie i anty – wirusowo), przemywałam też nim( gorącym) opryszczkę. Z tą samą częstotliwością popijałam napar z siemienia lnianego, zjadałam po dwie najzwyklejsze pigułki wit. C i przegryzałam naturalną wit. C w grejpfrutach  i paprykach: czerwonej i żółtej, która ma podobno kilkanaście razy więcej tej cennej witaminy, od czerwonej. Dla zwiększenia odporności „podjadałam”  kefir z grzybka tybetańskiego, który hoduję: .https://lucyostrachu.pl/2016/12/eliksir-zycia-grzybek-kefirowy-zwany-tybetanskim.

W niedzielę nie czułam się jeszcze rewelacyjnie, ale temperatury, ani zatkanego nosa (pozostał lekki katarek). Opryszczka już nie bolała, bo wyschła. Kurację kontynuowałam w dalszym ciągu, ale już z mniejszą częstotliwością. Dzisiaj – poniedziałek, samopoczucie prawie w normie, trochę kataru i rzadko kaszel.

Choroba – przeziębienie,  dała mi sporo czasu na przemyślenia. Tak, to choroba mi go dać musiała, bo sama bym  sobie tego czasu nie „wzięła”. Miałam też czas na lekturę, internet, w którym znalazłam przekaz dla siebie: Jeśli nie zarabiasz robiąc to, co lubisz, to skup się na ZARABIANIU, bo przecież chodzi o to by zarobić, a nie wykończyć siebie pracą, więc wychodząc z domu mów, że idziesz zarabiać , bo właśnie taki komunikat ma docierać do twojego mózgu.

 

 

 

 

Warning: Illegal string offset 'cookies' in /usr/home/nikodemsky/domains/lucyostrachu.pl/public_html/wp-includes/comment-template.php on line 2341 Warning: Illegal string offset 'email' in /usr/home/nikodemsky/domains/lucyostrachu.pl/public_html/wp-includes/comment-template.php on line 2440 Warning: Illegal string offset 'email' in /usr/home/nikodemsky/domains/lucyostrachu.pl/public_html/wp-includes/comment-template.php on line 2437

Dodaj komentarz